Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aip. Pokaż wszystkie posty

Co tak naprawdę wiemy o protokole autoimmunologicznym? Tabele produktów do pobrania.

paleo | zdrowie | dietoterapia | dietetyka kliniczna | odchudzanie | dieta samuraja | co jeść | choroba Hashimoto | RZS | toczeń | jedzenie

Mam nadzieję, że mój pierwszy wpis po dość długiej przerwie nie będzie zbyt kontrowersyjny - tym bardziej, że o AIP, czyli modyfikacji diety paleo, która ma za zadanie ułatwić remisję chorób autoimmunologicznych, już ostrożnie pisałam. I jakoś tak utarło się w polskiej dietetyce "alternatywnej", że protokół staje się pierwszym wyborem dla osób chorujących autoimmunologicznie. Czy na pewno słusznie? Niekoniecznie.

Czym w ogóle jest choroba autoimmunologiczna?
Od tego pytania zacznijmy - to moment, w którym nasz układ odpornościowy jest nadmiernie aktywny i atakuje własne tkanki, w wyniku czego mamy do czynienia z przewlekłym stanem zapalnym i uszkodzeniem organów. Przykładowow, w często spotykanej w Polsce chorobie Hashimoto obiektem ataku staje się gruczoł tarczycy. Medycyna konwencjonalna w takiej sytuacji poleca sięgnąć po leki przeciwzapalne i sterydy, których głównym celem będzie stłumienie układu odpornościowego - nie do końca idealne rozwiązanie, bo oczywiście, powinniśmy się skupiać na wyciszeniu produkcji przeciwciał, ale równocześnie wzmacniać naszą odporność tam, gdzie należy, żeby organizm nie stał się łatwą pożywką dla infekcji.

Według medycyny funkcjonalnej naszym celem będzie walka z chronicznym stanem zapalnym w połączeniu ze wzmacnianiem naszej odporności - między innymi dzięki leczeniu nieszczelnych jelit, uzupełnianiu niedoborów, eliminacji nietolerancji pokarmowych, alergenów, substancji drażniących i powodujących stres organizmu. Tutaj do gry wchodzi dietoterapia i dietetyka kliniczna.

Na czym polega protokół autoimmunologiczny?
Większość osób uznaje AIP za dietę, która ma "naprawić" nasze jelita i pomóc wyciszyć produkcję przeciwciał, co w gruncie rzeczy jest prawdą. Postawiono też na ograniczanie substancji, które mogą oddziaływać toksycznie na układ nerwowy. Są to przede wszystkim glikoalkaloidy w warzywach psiankowych. Najczęściej wymieniane psianki na AIP to pomidor, ziemniak, papryka, bakłażan, ale nie zapominajmy o tytoniu, porzeczce, ashwaghandzie (!) i goji. Hamują one działanie cholinesterazy, przez co powodują nagromadzenie się acetylocholiny w organizmie - co może prowadzić, po pierwsze, do zablokowania przekazywania impulsów nerwowych do mięśni, a po drugie, do szeregu objawów ze strony układu pokarmowego: od wymiotów po biegunkę i bóle brzucha.

Poza tym, w AIP mamy również podstawowe zalecenia paleo: wykluczenie zbóż i nabiału, rafinowanych olejów roślinnych (z wyjątkiem oleju kokosowego), ograniczenie spożywania fruktozy do jednej, maksymalnie dwóch porcji owoców dziennie. Pełną listę produktów i podstawowe zalecenia możecie pobrać poniżej.


W poprzednim poście o AIP odsyłałam do polskich stron, na których można poczytać więcej o stosowaniu protokołu.

Czy to pomoże?
No właśnie, dobre pytanie. Czy stosowanie tak restrykcyjnego podejścia dietetycznego zawsze jest koniecznością? Tak naprawdę, nie wiadomo.

Nie mamy solidnych badań naukowych na temat dietoterapii w chorobach autoimmunologicznych - nie będę Was oszukiwała w tym temacie. To, co wiemy, pochodzi z setek, tysięcy doniesień badawczych z całego świata - w jednych pokazano wpływ niedoborów witaminy D3 na rozwój autoimmunologii, w innych powiązano gluten z chorobą Hashimoto. Po części układanki, które pozwalają stworzyć jadłospis, który pomaga wielu osobom osiągnąć poprawę i remisję objawów. Co nie zmienia faktu, że o samym protokole wiemy bardzo mało.

Największa część dowodów ma charakter anegdotyczny, to znaczy, że opiera się na przesłance "Mojej sąsiadce Hani pomogło" - i tego typu przykładów w sieci jest wiele. To nam nie daje informacji, jak wielu osobom AIP nie pomógł, a ilu wręcz zaszkodził. Internet jest subiektywnym źródłem informacji - Ci, którzy odniosą sukces, chętnie o tym opowiadają (i słusznie!), Ci, którym się nie udało, nie czują potrzeby się chwalić. Żeby rzeczywiście coś udowodnić w świetle nauki powinniśmy mieć przynajmniej grupę kontrolną. Coś się w temacie rusza - Julianne z Nowej Zelandii przeprowadzała wywiady z osobami chorującymi na reumatoidalne zapalenie stawów i stosującymi protokół, na swojej stronie podsumowała też zbiór kilku studium przypadków, gdzie żywienie miało wpływ na remisją objawów. Są też opublikowane w czasopiśmie Journal of Alternative and Complementary Medicine badania dr Wahls na temat protokołu, któremu jednak nie jest blisko do AIP - wyznacza to jednak optymistyczny trend. Daleko tego typu doniesieniom jednak do solidnych badań naukowych, obejmujących wszystkie zasady trafności i rzetelności.

To w końcu jak, warto stosować protokół autoimmunologiczny?
Ciężko odpowiedzieć na tak jednoznaczne pytanie. Ja zawodowo nie mam dobrych doświadczeń z AIP - naprawdę niewielkie grono moich klientów skorzystało na dokładnie tym jadłospisie bez żadnych modyfikacji. Warto jednak zrobić coś innego - zauważyć, jak duży wpływ jedzenie ma na nasze zdrowie, również w przebiegu chorób autoimmunologicznych.

Nie jestem pewna, dlaczego tak ostrożnie zaczynam podchodzić do AIP. Z pewnością jest to jadłospis bardzo restrykcyjny, mogący prowadzić do niedoborów i generujący u wielu osób sporo stresu. A stres, również ten psychologiczny związany z myślą "O Boże, skąd tu wziąć 150g węglowodanów?", może powodować zaostrzenie objawów choroby. To, moim zdaniem, jeden z głównych problemów z protokołem. Poza tym samo żywienie to często za mało by osiągnąć długotrwałą poprawę.

Jeśli naszym celem jest zatrzymanie autoimmunizacji, musimy spojrzeć na nasz organizm bardziej holistycznie. To, co jemy, będzie miało ogromny wpływ, ale nie możemy zapominać o innych czynnikach, które mogą leżeć u podstaw:
-stres psychologiczny,
-brak aktywności fizycznej,
-nadmierna aktywność fizyczna,
-niedobory,
-toksyczne relacje,
-zaburzenia mikroflory jelitowej,
-toksyny,
-alkohol,
-zaburzenia hormonalne,
-bakterie, wirusy, grzyby,
-pasożyty,
-jakość snu,
-przemęczenie,
-słabe strategie przystosowawcze,
-pracoholizm,
-trauma,
-urazy głowy...

I multum innych. Dlatego ważne, by dieta mocno restrykcyjna nie okazała się po prostu kolejnym stresorem w puli - i dlatego też nie uważam, że protokół jest konieczny dla każdego. To nie oznacza, że nie powinniśmy stosować dietoterapii (w końcu, nią zajmuję się zawodowo) - poprawa trawienia, wyeliminowanie substancji drażniących i alergizujących, wyrównanie mikroflory, pozbycie się pasożytów, uszczelnienie jelit, zminimalizowanie stanu zapalnego - to wszystko będzie niezwykle istotne, ale nie zawsze sprowadza się do jednej, uniwersalnej recepty, jaką jest AIP. Każda dieta jest indywidualna, a nierzadko by przyniosła efekt musi być wspomagana odpowiednią suplementacją (choćby po to, by wyrównać niedobory).

Przyglądnijmy się zaleceniom dr Wahls, która obserwowała 12 osób przez 12 miesięcy - badani codziennie mieli zjadać 6 szklanek surowych zielonych warzyw, 3 szklanki warzyw bogatych w siarkę (szparagi, brokuły, brukselka, kapusta, karob, kalafior, jarmuż, jaja), 3 szklanki warzyw bądź owoców o intensywnych kolorach (przeważnie chodzi o kolor fioletowy i czerwony). Do tego dobrze było dorzucić 2 łyżki oleju omega-3 (najlepiej tranu), 200g mięsa i tyle samo białka roślinnego, łyżkę drożdży (uważałabym przy dolegliwościach trawiennych), mleka roślinne (oho!), 1/4 łyżeczki kelpu i łyżeczkę innych alg. A jeśli była ochota, dwa razy w tygodniu wysoko-skrobiowe, bezglutenowe węglowodany. Co ciekawe, osoby badane uprawiały też aktywność fizyczną, rozciągały się i medytowały. Efekt? 7 na 9 osób, które zostały wzięte do całościowej analizy, odczuły poprawę (choć może gdyby było to AIP, wynik wynosiłby 100%!).

Nie neguję tego, że protokół autoimmunologiczny pomógł wielu osobom i jest wart spróbowania. Jeśli jednak obawiasz się, że sobie nie poradzisz, zacznij od czegoś innego. Przejdź na paleo, a nawet paleo z pseudozbożami. Zacznij się wysypiać. Radź sobie ze stresem. Medytuj. Odpoczywaj. Trenuj mądrze, nie ciężko - i daj sobie czas. Metoda małych kroków to coś, od czego warto zacząć, bo nie zawsze jest sens rzucania się na głęboką wodę.

Fizjologia i leczenie tarczycy

Hashimoto | paleo | medycyna funkcjonalna | niedoczynność tarczycy | dieta | zdrowie

Choroby tarczycy dokuczają coraz większej liczbie osób, głównie kobiet. Szczerze mówiąc, chyba nie mam pacjentki, której wyniki badań laboratoryjnych byłyby w stu procentach zadowalające. Na szczęście, o tarczycy mówi się coraz więcej - choć wiele osób wciąż nie do końca rozumie, jaka jest jej rola. Dlatego dziś chciałabym Wam przybliżyć nieco ten temat.

Gruczoł
Tarczyca to niewielki gruczoł położony w okolicach szyi o wadze około 20-25 gram, który kształtem przypomina motyla. Jej główną funkcją jest produkcja hormonów -  trójjodotyroniny (T3), tyroksyny (T4) i kalcytoniny, a poprzez nie - regulowanie metabolizmu. Najprościej rzecz ujmując, tarczyca dyktuje nam, jak szybko żyjemy i w jakim tempie mają zachodzić reakcje w naszym organizmie.

Na funkcjonowanie tarczycy mają wpływ hormony produkowane przez inne gruczoły. Gdy stężenie hormonów T3 i T4 w naszej krwi spada, podwzgórze produkuje tyreoliberynę (TRH), która stymuluje przysadkę mózgową do produkcji tyreotropiny (TSH). Obydwa te gruczoły umieszczone są w mózgowiu, więc nasze funkcjonowanie na poziomie neuroprzekaźników będzie ważnym elementem układanki. TSH stymuluje tarczycę do uwolnienia hormonów - dużo TSH to sygnał, że hej, potrzebujemy więcej T3 i T4, a mało informuje o wystarczająco dużym stężeniu ich w serum. Właśnie dlatego gdy TSH jest wysokie mówimy o niedoczynności tarczycy, a gdy zbyt niskie - o nadczynności. 

Hormony tarczycy
Hormonów tarczycy jest kilka - najważniejsze na dziś dzień to T4, T3 i rT3, ale tarczyca produkuje też T0, T1 i T2, które mają jednak niewielki wpływ na nasze funkcjonowanie. Pierwszym pojęciem, które powinniśmy zapamiętać, jest tyreoglobulina. To białko stanowiące główny magazyn jodu, z którego powstają hormony. Przeciwciala przeciwko tyreoglobulinie, antyTG, są jednym z testów diagnostycznych w chorobie Hashimoto. Na wbudowany w TG amonikwas tyrozynę działa peroksydaza tarczycowa - słynna TPO, przeciwciała przeciwko której są jednym z najczęstszych oznak choroby Hashimoto - i powstaje tyroksyna (T4). Tyroksyna jest jednak prohormonem, ma niewielką zdolność pobudzania komórek organizmu. Aktywną formą hormonów tarczycy jest trójjodynina (T3). Szkoda, bo tej nasza tarczyca produkuje stosunkowo niewiele. T3 powstaje zatem przede wszystkim w wyniku konwersji z T4, co dzieje się w nerkach i wątrobie. Tam na tyroksyne działa enzym 5'–dejodaza i powoduje odszczepienie jednej cząsteczki jodu. 5'–dejodaza jest zależna od selenu - dlatego w chorobach tarczycy przeważnie go suplementujemy. Około 35% T4 powinno ulec konwersji do T3, ale aż 45% - konwersji do rT3. rT3 to nieaktywna forma trójjodyniny, która przyczepia się do tych samych receptorów i uniemożliwia T3 działanie.

To trochę skomplikowane, a w liczbach i literkach łatwo się zgubić. Podsumujmy więc - z tyreoglobuliny pod wpływem TPO nasza tarczyca produkuje przede wszystkim T4, a w mniejszej ilości T3 i rT3. T4 jest prohormonem, musi zatem w tkankach - głównie wątrobie i nerkach - ulec konwersji do T3 (około 35%) oraz rT3 (około 45%). 

Mam nadzieję, że teraz widzicie, że samo stwierdzenie "niedoczynność tarczycy"... w gruncie rzeczy niewiele nam mówi. Nawet biorąc pod uwagę choćby samo funkcjonowanie hormonów tarczycy, przyczyn może być kilka:
- zaburzone może być tworzenie tyreoglobuliny,
- albo powstawanie tyroksyny,
- niedostateczna konwersja z T4 do T3,
- nadmierna konwersja T4 do rT3.
Co więcej, niedoczynność może być pierwotna, ale również wtórna do dysfunkcji przysadki mózgowej albo niedoczynności nadnerczy. Rozpoznanie źródła problemu może w istotny sposób pomóc w leczeniu.

reverse T3 - ukryta niedoczynność
Tyroksyna w tkankach może ulec konwersji do aktywnego T3 albo nieaktywnego rT3. Wówczas pomimo dobrego poziomu TSH, a często i dobrego poziomu fT4, wciąż mamy objawy niedoczynności. rT3 "zajmuje" miejsce w receptorach i zmniejsza moc oddziaływania hormonów tarczycy na tkanki. Jest nam potrzebny choćby w nocy, kiedy przemiany w naszym organizmie zwalniają - wtedy poziom rT3 jest najwyższy. Problem pojawia się wtedy, gdy po wstaniu nie przełączamy się z powrotem na konwersję do T3. Jednym z najczęstszych objawów takiego stanu rzeczy jest ciągłe, przewlekłe zmęczenie lub fibromialgia. 

Wówczas należałoby się przyglądnąć problemowi holistycznie, zaczynając od potencjalnych problemów z wątrobą i wzmożonym stresem oksydacyjnym. To jedne z najczęstszych przyczyn słabej konwersji.

Czynniki związane z podwyższonym poziomem rT3:
cukrzyca,
wzmożona produkcja cytokin IL06, TNF-alpha, IFN-2,
posty,
stres oksydacyjny i niedobór antyoksydantów,
metale ciężkie: kadm, rtęć, ołów,
stres,
przewlekły stan zapalny,
wzmożona produkcja adrenaliny.
Poziom rT3 można zbadać laboratoryjnie, podobnie jak fT3 czy fT4. Coraz więcej laboratoriów oferuje taką opcję. Jeśli okaże się, że jest on za wysoki, przyglądnij się uważniej swojej diecie i swojemu otoczeniu. Nawet przy nieobecności przeciwciał być może warto przejść na protokół autoimmunologiczny, paleo lub, przynajmniej, bezglutenową dietę samuraja - badania pokazują, że około 5% chorób autoimmunologicznych tarczycy przebiega bez przeciwciał, dlatego czasem lepiej dmuchać na zimne. 

Za co odpowiadają hormony tarczycy?
Jak już wspominałam, tarczyca dyktuje nam tempo życia. Odpowiada przede wszystkim za BMR (basal metabolic rate), który na pewno wyliczaliście sobie z popularnych w sieci kalkulatorów, jeśli zaczynaliście ćwiczyć "na poważnie". Im więcej hormonów tarczycy, tym wyższa temperatura ciała - dlatego jednym z objawów niedoczynności są ciągle zimne dłonie i stopy. Znacie osoby, które nawet w ciepłe dni potrzebują dodatkowego swetra i twierdzą, że od zawsze mają obniżoną temperaturę ciała? Być może warto przyglądnąć się funkcjonowaniu tarczycy.

Hormony tarczycy regulują metabolizm tłuszczów, białek i węglowodanów. Działają zgodnie z insuliną, wzmagają wchłanianie i zużycie glukozy, syntezę białka i wydzielanie hormonu wzrostu. Ciężko będzie Ci zbudować masę mięśniową jeśli cierpisz na niedoczynność - z drugiej strony, nadczynność doprowadza do nadmiernego rozpadu mięśni i ujemnego bilansu azotowego. T3 i T4 zwiększają lipolizę, czyli spalanie tkanki tłuszczowej. Ułatwiają rozkład trójglicerydów do gliceroli u kwasów tłuszczowych, które po uwolnieniu z komórek są zużywane przede wszystkim jako źródło energii. Osoby z niedoczynnością tarczycy mają problem z tyciem "z powietrza", a diety niskokaloryczne dodatkowo pogarszają ich stan. Dlatego chorując na niedoczynność ciężko będzie Ci schudnąć pomimo dołożenia wysiłku fizycznego i skrupulatnego trzymania się określonej kaloryczności. Gdy mało jest hormonów, cały organizm zwalnia - raczej magazynuje, niż spala.

T3 i T4 wpływają na zużycie witamin z grupy B oraz C i D. Brak T4 upośledza przemianę beta-karotenu w witaminę A w wątrobie, dlatego niedoczynność tarczycy może objawiać się żółtym zabarwieniem skóry. Gdy mamy za mało T4 organizm nie potrafi wykorzystać spożywanego karotenu, jego stężenie we krwi wzrasta i nadaje skórze żółto-pomarańczowy kolor. Dlatego jeśli często robisz się żółty po kilku marchewkach, a próby wątrobowe są w normie, warto zbadać tarczycę.

Hormony tarczycy mają też duży wpływ na metabolizm kości, wapnia i fosforanów. Podnoszą stężenie wapnia w osoczu i w moczu i, ogólnie, mogą powodować zmniejszenie masy kości. Istnieją też doniesienia, że jodotyroniny mogą wpływać na centralny układ nerwowy i regulować metabolizm katecholamin, więc m.in. dopaminy. Są też kluczowe dla prawidłowego rozwoju układu nerwowego.

Co upośledza pracę tarczycy?
Jak widać, spektrum oddziaływania jodotyronin jest szerokie, a z hormonów tarczycy korzystają wszystkie tkanki naszego ciała. Tym gorzej, że jej funkcjonowanie w dzisiejszych czasach tak łatwo zaburzyć - nadmiar stresu i toksyn, powszechne niedobory pokarmowe i nietolerancje, diety ubogie w tłuszcz i pełnowartościowe białko, ale za to bogate w substancje antyodżywcze i pro-zapalne kwasy omega-6... Tarczyca nie ma dziś lekko. Leczenie konwencjonalne w Polsce ogranicza się do podania syntetycznego hormonu T4 - w skutek zwiększonego stężenia w serum spada TSH, ale objawy niedoczynności rzadko kiedy mijają, bo - jak już wiemy - nasz organizm potrzebuje T3, a jeśli upośledzona jest konwersja, zwiększenie ilości prohormonu nie rozwiąże problemu.

Dlatego chorobom tarczycy warto przyglądnąć się bardziej holistycznie i podejść do ich leczenia kompleksowo. Po pierwsze, trzeba znaleźć przyczynę problemów z tarczycą. Po drugie, naprawić je - modyfikacją diety, detoksem, wsparciem odpowiednich narządów, suplementacją - choć ta ostatnia to zawsze uzupełnienie. Nie liczyłabym na to, że jakiekolwiek tabletki same w sobie usprawnią funkcjonowanie hormonalne.

Co może mieć negatywny wpływ na pracę tarczycy?
choroby wątroby i upośledzony detoks,
stres oksydacyjny,
zatrucie metalami ciężkimi (zdarza się częściej niż potocznie się sądzi...),
zatrucie innymi substancjami: fluor, chlor, brom, pestycydy, dioksyny...
leki: beta-blokery, leki antykoncepcyjne, estrogen, lit, kortykosteroidy,
choroby nerek,
dysfunkcja nadnerczy - jeśli widzisz w wynikach badań podwyższony rT3, koniecznie zbadaj kortyzol i DHEA-S (najlepiej robiąc dobowy profil kortyzolu ze śliny),
dieta uboga w pełnowartościowe białko (wegańska, wegetariańska),
dieta uboga w tłuszcze,
dieta uboga w węglowodany (dokładnie!),
...i ogólnie dieta nisko-kaloryczna,
niedobór selenu, jodu, cynku, witaminy A, witamin B2, B6, B12,
spożywanie alkoholu w nadmiarze,
posty,
alergie i nietolerancje pokarmowe,

Jakie suplementy wspomogą pracę tarczycy?
l-tyrozyna w dawce od 100 do 500mg,
jod, choć z jodem to długa historia :),
selen - od 200 do nawet 600mcg,
koenzym Q10 od 50 do 100mg,
cynk - od 30 do nawet 80mg na dzień, ale uwaga na wypłukanie miedzi.

Co po protokole autoimmunologicznym?

jajka | aip | paleo | dieta | dietoterapia | protokół autoimmunologiczny | hashimoto | rzs | choroba | dieta | zdrowie

Protokół autoimmunologiczny to jedno z narzędzi, dzięki którym można sobie pomóc w powrocie do zdrowia. Nie jest to jednak złoty środek ani, tym bardziej, wyrok, który będzie towarzyszyć nam do końca życia. Rezygnacja z produktów takich jak jajka czy orzechy to w wielu przypadkach zalecenie ograniczone w czasie. W końcu, każda z osób będących na AIP dochodzi do momentu, w którym pojawiają się pytania: "Co dalej? W jaki sposób bezpiecznie wprowadzać wykluczone wcześniej pokarmy? Jakie badania wykonać? I jak w ogóle poznać, czy coś mi szkodzi?".

Czym w ogóle jest protokół autoimmunologiczny?
W dużym skrócie, jest to odmiana diety paleo, która powstała z myślą o osobach cierpiących na choroby autoimmunologiczne. Jest bardziej restrykcyjna od paleo - osoby na AIP oprócz zbóż, nabiału i strączków muszą zrezygnować z orzechów, niektórych warzyw (psianek: pomidorów, papryk, bakłażana, ziemniaków...), przypraw i - o zgrozo - jajek. Dorzućmy do tego jeszcze kawę, czekoladę i ograniczenie fruktozy, a wyjdą nam zalecenia, które dla wielu osób będą mocno ograniczające.
Nie będę się tu rozwodziła, bo o AIP napisano już wiele. Po dokładne informacje odnośnie protokołu odsyłam na blogi dziewczyn, które zmagają się z Hashimoto i same stosują dietoterapię: Japoński motyl i Alpacasquare. Ich strony to kopania wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w trakcie terapii.

Spotkałam się ze stwierdzeniami, że dieta autoimmunologiczna została zaprojektowana tak, by ograniczyć alergie i nietolerancje pokarmowe towarzyszące chorobom. To nie do końca prawda. Za stworzeniem AIP stoi założenie, że wspólnym mianownikiem wszystkich chorób autoimmunologicznych są nieszczelne jelita. Protokół to nic innego jak "program naprawczy".

Jak to wygląda w praktyce? Nasze jelita wyścielone są nabłonkiem, który pod wpływem wielu substancji ulega uszkodzeniom. Z biegiem czasu komórki nabłonka oddalają się od siebie, tworzą się szczeliny, a same jelita stają się coraz bardziej przepuszczalne. Do krwiobiegu przedostają się wówczas substancje, które nie powinny się tam znaleźć (powinny zostać albo wydalone, albo rozłożone do prostszych związków i dopiero wówczas wchłonięte) i które wzmagają odpowiedź układu autoimmunologicznego.

Eliminując z diety najbardziej problematyczne substancje (jak choćby gluten, lektyny, sapioniny, glikoalkaloidy, kwas fitynowy...) dajemy jelitom szansę na "uszczelnienie" się. Naszym celem jest ograniczenie problemu nieszczelnego jelita i doprowadzenie do sytuacji, w której szkodliwe związki chemiczne z jedzenia nie będą powodowały wzmożonej odpowiedzi układu autoimmunologicznego.

W tym miejscu warto powiedzieć, że AIP daleko od ideału i powoli staje się przeżytkiem. Wciąż nie wiemy o chorobach autoimmunologicznych tyle, ile chcielibyśmy wiedzieć, a prowadzone dziś badania potwierdzają konieczność tworzenia indywidualnych zaleceń dla każdego. Okazuje się, że tradycyjny protokół autoimmunologiczny w wielu wypadkach może nie wystarczać. Istnieją substancje, których tradycyjny AIP nie wyklucza, a które mogą być szkodliwe przy danej chorobie. Często potrzeba jest też przemyślana suplementacja. Niemniej jednak, zastosowanie protokołu autoimmunologicznego przeważnie jest krokiem w dobrym kierunku - jest też najszerzej dostępnym obecnie rozwiązaniem.

Jak wprowadzić AIP do swojej codzienności i dlaczego nie powinien on trwać do końca życia?
Jeśli niewiele czasu poświęcaliśmy temu, co lądowało u nas na talerzu, przejście z marszu na protokół autoimmunologiczny może nie być najlepszym pomysłem. To proste - może się okazać, że jeśli wyeliminujemy chleb i makaron, kasze i ryż, pomidory, paprykę, ziemniaki i na dodatek jajka... nie będziemy mieli co jeść. Za tym z kolei czai się pułapka zbyt niskiej kaloryczności. Potrzebujemy energii, żeby zdrowieć, a w dietach eliminacyjnych łatwo o restrykcje.

Dlatego warto dać sobie czas i zacząć od paleo. Wyeliminujmy w przeciągu tygodnia gluten, w następnym tygodniu nabiał, potem strączki i jaja. W tym czasie znajdźmy w sieci miejsca, z których będziemy mogli czerpać kulinarne inspiracje (zerknijcie do polecanych blogów w kolumnie!), eksplorujmy nowe możliwości żywieniowe i przyzwyczajmy się do jedzenia zupy na śniadanie.

Protokół autoimmunologiczny powinien trwać 30 dni, w porywach do trzech miesięcy. Nie dłużej, ponieważ jest to dieta eliminacyjna. Rezygnujemy w niej z kilku produktów o świetnych właściwościach dla organizmu i do części z nich na pewno warto powrócić. Dlatego też przy stosowaniu protokołu ważna jest dobrze dobrana suplementacja, która przyspieszy proces leczenia, ułatwi wchłanianie substancji odżywczych i, w razie potrzeby, uzupełni niedobory. Uparcie przedłużana dieta AIP może doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, zamiast pomóc. Jeśli po tych kilku tygodniach nie zauważymy poprawy, to zapewne przyczyna naszych dolegliwości leży gdzie indziej (może to być nietolerancja fruktozy lub FODMAPs, brak odpowiedniej suplementacji lub nadmierny stres). Wtedy warto skonsultować się ze specjalistą, żeby nie doprowadzić do niedoborów żywieniowych,

Co po AIP?
Załóżmy jednak, że przeprowadziliśmy pełen protokół autoimmunologiczny przez 7 tygodni. Czujemy się lepiej i chcemy powoli wprowadzać inne produkty do swojej diety. Jak to robić, żeby sobie nie zaszkodzić?

Po pierwsze, stopniowo. Nie róbmy od razu sałatki z pomidorów i papryki do jajecznicy. Najprościej jest zastosować metodę rotacyjną: wprowadzamy po jednym produkcie i jemy go przez 4 dni. W tym czasie obserwujemy swoje samopoczucie, poziom energii, jakość snu, stan skóry i ewentualne dolegliwości trawienne. Jeśli wszystko wydaje się być w porządku, możemy uznać, że ten produkt tolerujemy i spróbować z kolejnym. Taka metoda pozwoli nam zaobserwować, który pokarm i w jakiej ilości jest problematyczny.

Obserwacja swojego organizmu jest najlepszą metodą diagnostyczną, dlatego też jest tak ważne, by w trakcie protokołu autoimmunologicznego dać sobie czas. Wykorzystajmy tych kilka tygodni na poznanie swojego ciała i odzyskanie energii. Musimy nauczyć się rozpoznawać symptomy, które zwiastują pogorszenie. Warto prowadzić dokładny dzienniczek żywieniowy, dzięki któremu łatwiej wyłapać nawet subtelne zmiany. Dodatkowo, może on stać się dobrą bazą do stworzenia swojej "bezpiecznej strefy jedzenia". Osobiście, w pracy z pacjentami pomagają przeprowadzane co jakiś czas ankiety, których celem jest monitorowanie stanu zdrowia.

Owszem, metodą szkiełka i oka najlepiej byłoby badać poziom przeciwciał - wprowadzać produkt - ponownie badać przeciwciała. Jest to jednak niewykonalne. Większość testów z krwi bada przeciwciała IgG, które stanowią około 70-80% wszystkich przeciwciał w organizmie. Ich okres półtrwania we krwi to jednak od 2 miesięcy do nawet 2 lat i tak naprawdę badanie ich poziomu częściej niż, na upartego, raz na trzy miesiące nie ma większego sensu. Przeciwciała mogą pojawiać się i znikać. W dodatku, IgG to nie jedyne przeciwciała w organizmie - mamy jeszcze IgA, IgE, IgM oraz IgD, a wciąż nie wiemy wszystkiego o układzie autoimmunologicznym.
Innym wyjściem byłoby sprawdzanie poziomu eozynofilii we krwi przed wprowadzeniem nowego pokarmu i około 10 godzin po spożyciu. Eozynofile często podnoszą się w kontakcie z alergenem i mają krótki okres półtrwania w płynach ustrojowych, mogą więc stanowić źródło informacji. Niemniej jednak, wciąż jest to metoda na tyle problematyczna, że chyba nie warta zachodu.

Szukajmy zatem symptomów nietolerancji bazując na swoim samopoczuciu. Reagujmy na:
- pogorszenie nastroju;
- niechęć do wstania z łóżka;
- brak energii w ciągu dnia;
- zmienność nastroju;
- wzrost lub spadek apetytu;
- zachcianki;
- trądzik, wysypkę;
- swędzenie skóry;
- wzdęcia, zgagę;
- biegunki;
- zaparcia;
- nowe dolegliwości.

Każdy z tych symptomów może być znakiem, że dany produkt został wprowadzony za wcześnie lub, po prostu, nie jest tolerowany. Cząsteczki pokarmów będą zatem przedostawały się przez jelita do krwiobiegu i wzmagały odpowiedź immunologiczną. Wówczas warto wrócić na chwile do jadłospisu z protokołu i za jakiś czas spróbować ponownie. Kluczem może być również ilość dostarczonej substancji - pół pomidora do śniadania może nie wywołać żadnych symptomów, podczas gdy sos na bazie przecieru spowoduje nagły spadek energii. Ilość substancji może się gromadzić, dlatego może okazać się, że zjedzenie ziemniaków raz nie da żadnych objawów, natomiast jedzenie ich dwa dni pod rząd wywoła niechciane objawy. W końcu, należałoby wziąć pod uwagę komponowanie posiłków i reakcje krzyżowe. 

Nie bez znaczenia jest też kolejność produktów. Powinniśmy najpierw wprowadzać produkty najmniej problematyczne w niewielkich ilościach. Może to wyglądać na przykład tak:
1. Nabiał: najpierw wprowadzamy masło ghee i klarowane, potem masło od krów wypasanych na trawie. Jeśli tolerujemy laktozę i kazeinę, możemy poeksperymentować z zsiadłym mlekiem prosto od krowy i domowym kefirem. Nabiału przemysłowego, wiadomo, nie polecam.
2. Jaja: najpierw same żółtka, później o wiele bardziej problematyczne białka.
3. Psianki: najpierw papryka i bakłażan, potem ziemniaki, chili i pomidory.
4. Orzechy: najpierw moczone nasiona i orzechy, najpóźniej sezam, który jest najbardziej kłopotliwy. Dopiero potem masła i mąki orzechowe - których w ogóle nie polecam jako część codziennego menu.
5. Skrobie: najpierw moczony ryż basmati, później moczone kasze: jaglaną i gryczaną, quinoa i amarantus.

Nie do wszystkich produktów warto wracać. Nie polecam nigdy zbóż glutenowych, które nawet bez choroby autoimmunologicznej mogą nadwyrężyć organizm. Problematyczne są też strączki, bogate w substancje antyodżywcze: lektyny, kwas fitynowy czy inhibitory proteaz hamujące aktywność enzymów trawiennych. Z kolei przemysłowy nabiał pozostawia wiele do życzenia. Mleko i przetwory mleczne poddawane są sterylizacji oraz pasteryzacji, przez co stają się produktem bezwartościowym (o ile nie szkodliwym). W końcu, wszelkiego rodzaju żywność przetworzona nie powinna znaleźć się w zdrowej diecie.

Dobrze przeprowadzona dieta AIP pozwoli wyleczyć jelita i "zresetować" organizm. Staje się dobrą bazą do dalszej pracy, która powinna iść już w kierunku odpowiedniej modulacji odpowiedzi układu immunologicznego - bez zdrowych jelit niewiele da się się zrobić w tym temacie. Pozwala też uporać się z wieloma bieżącymi sprawami - brakiem energii, zachciankami, depresją czy dolegliwościami jelitowymi. I choć wprowadzenie protokołu autoimmunologicznego wiąże się z pewnymi restrykcjami, a późniejsze odchodzenie od niego bywa problematyczne i wymaga dobrego planu, z pewnością warto się poświęcić :)

Jeśli stosowaliście protokół autoimmunologiczny i macie swoje rady lub obserwacje, zapraszam do komentowania. Informacje z pierwszej ręki są zawsze lepsze od uniwersalnych zaleceń dietetycznych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.